Witam Cię w moim serwisie inwestycje-gielda.pl

Z wykształcenia jestem ekonomistą, specjalistą d.s. inwestycji, prywatnie inwestorem giełdowym, a zawodowo doradcą finansowym. W tym serwisie podzielę się z Tobą swoją wiedzą i doświadczeniem, a także swoimi spostrzeżeniami, publikując komentarze i prognozy giełdowe, bazujące na analizie technicznej i psychologii inwestowania, czyli tzw. finansach behawioralnych. Zapraszam! Więcej »

 

Rynek pod presją niedźwiedzi

1388613_market_movements_3

Od początku roku możemy obserwować znacznie gorsze nastroje na Warszawskiej giełdzie. Wzrosty, które miały miejsce pod koniec 2012 roku uśpiły uwagę inwestorów na GPW, którzy obserwując śmiały wzrost mogli odnieść wrażenie, że kłopoty w strefie Euro powoli się kończą. Taka sytuacja spowodowała często nieracjonalne decyzje o zakupach, które teraz mają swoje negatywne skutki.

Jak to często bywa, spadki na giełdzie bardzo szybko niwelują mozolną wędrówkę w górę. Jest to spowodowane tym, że dzisiejszy rynek jest w dużej części zautomatyzowany. Duże instytucje chronią swój kapitał, ustawiając zlecenia stop loss. Gdy zaczyna się spadek, takie zlecenia aktywują się automatycznie, przez co kurs spada lawinowo. Taka sytuacja jest typowa dla czasów, w których króluje niepewność.

Wydaje mi się, że obecny spadek może potrwać dłużej, a wsparciem, które może być testowane jest poziom 2009, w okolicach którego w 2012 roku uformowała się formacja podwójnego dna, która wówczas zahamowała spadki. Czy będziemy świadkami kolejnego testowania tego wsparcia? To pokaże czas.

Przedwczesna zapowiedź korekty w USA

giełda - odbicie spekulacyjne

Poniedziałkowa sesja w USA przebiegła najgorzej od dawna, a końcówka sesji pokazała, jakby inwestorzy poddali się już myśli, że czas na korektę. Po całym świecie poszła plotka, że zaczyna się dłuższy spadek, bo w USA było tąpnięcie. Wtorek jednak pokazał, że te obawy były przedwczesne. DJI nie kontynuował spadku, a dzisiejsza sesja jest wręcz bardzo dobra.

Wszystko zaczęło się od wyborów we Włoszech. Kiedy okazało się, że w tym zadłużonym kraju nie da się zbudować stabilnego rządu, rynki zareagowały nerwowo. Okazuje się jednak, że wizja globalnego kryzysu nie straszy już tak bardzo, a niezłe wyniki Grecji w redukcji deficytu budżetowego daje nadzieję na przyszłe zażegnanie kłopotów.

Giełda mówi dziś co innego niż media

giełda

Mimo dzisiejszego spadku trudno nie odnieść wrażenia, że giełda w Polsce ostatnio ma się bardzo dobrze. Kilka dni temu byliśmy na WIGu20 na najwyższych poziomach od listopada 2011 i trudno na wykresach doszukiwać się tego armagedonu, którego tak ochoczo wyczekuje chociażby Pan Rybiński.

Gdyby wierzyć starej zasadzie, mówiącej, że giełda jest barometrem gospodarki, to jesteśmy bardzo dalecy od kryzysu. Gdyby był kryzys, to giełdy leciałyby na łeb na szyję, a nie lecą. Myślę, że Ci, którzy de facto decydują o kierunku ruchu na giełdzie nie kupują akcji, ponieważ nagle postanowili popełnić finansowe samobójstwo.

Nie chciałbym przez to powiedzieć, że nie ma zagrożenia spadkami, ponieważ wtedy sam bym w to nie uwierzył. Sam dziwię się mocno, że giełdy trzymają się tak dobrze, kiedy na około słyszy się wszechobecne słowo kryzys. To słowo jest już tak popularne, że straciło swój wydźwięk.

Reasumując, wyniki giełdy mogą napawać optymizmem.

Aegon wycofuje z oferty MultiPiny 2008 w związku z wyrokiem sądu

Chyba jesteśmy świadkami małej rewolucji na rynku tzw. polis inwestycyjnych. Otóż Aegon postanowił wycofać z oferty swój sztandarowy produkt MultiPin Aegon 2008. Powód? Wyrok Sądu Administracyjnego w Warszawie uznający za niedozwolone opłaty likwidacyjne, jakie były stosowane w tych polisach.

A opłaty te były ogromne. Jeśli klient decydował się na zerwanie polisy w przeciągu pierwszych dwóch lat, Aegon pobierał aż 99% opłaty likwidacyjnej. W kolejnych latach opłata ta malała o około 10% co roku aż do 10% w roku dziesiątym.

Aegon już dziś oferuje nowy produkt regularnego inwestowania, MultiPin 2.1, który jest znacznie korzystniejszy dla klientów w przypadku zerwania umowy przed terminem.

 

Nie, nie jestem jasnowidzem

świeca Wig20 22.08.2012

Drogi czytelniku, jeśli czytasz regularnie moje wpisy w tym serwisie mogłeś pomyśleć: skąd ten człowiek wiedział, że WIG20 dojdzie do 2350 punktów i prawdopodobnie na tym wzrost się zakończy. Otóż mimo, że chciałbym wiedzieć jaka będzie przyszłość na giełdzie, tego nie wie nikt. Wszystkie przewidywania do do przyszłych kursów to… przewidywania, z określonym prawdopodobieństwem. Widzisz, analiza techniczna to narzędzie potężne, a poziom 2350 pkt na WIG20 był tak łatwy do przewidzenia, że każdy, nawet początkujący analityk wyznaczyłby ten poziom jako ważny. A z kolei ta kwestia uczyniła go jak widać nie tylko ważnym, ale nawet bardzo ważnym.

Nie oznacza to jednak, że w najbliższych dniach WIG20 nie przebije tego oporu i nie poszybuje w górę – oczywiście jest to możliwe, jednak prawdopodobieństwo takiego zdarzenia oceniałbym jako bardzo małe. Dzisiejsza świeca dzienna nie daje większych nadziei, ponieważ można z niej odczytać, że na rynku była bardzo mała zmienność, rynek próbował wzrostów, jednak końcówka sesji sprowadziła go w rejony z otwarcia. Takie zachowanie rynku świadczy o jego słabości i braku zaangażowania byków. Jutro można się spodziewać otwarcia na minusie ze względu na słaby przebieg sesji w USA. Moim zdaniem nie ma przesłanek, by sądzić, że w najbliższym czasie zostanie pokonany poziom 2350 na WIG20.

 

Na czym polega kryzys zadłużenia na przykładzie Grecji

Grecja - kryzys zadłużenia

Wiele już zostało powiedziane na temat kryzysu zadłużenia w EU. Wiadomo – Grecja ma kłopoty, Hiszpania ma kłopoty, Portugalia, Cypr, Włochy itd… Co to jednak oznacza, że te kraje mają kłopoty? Dla przybliżenia całej sytuacji postanowiłem dokonać kilku prostych obliczeń. Użyłem w nich wielu uogólnień, dlatego wyniki obliczeń nie są oczywiście dokładne, jednak obrazują skalę problemu i to na czym on tak naprawdę polega.

Aby jednak moje obliczenia zostały dobrze zrozumiane spróbuję wyjaśnić podstawowe pojęcia związane z tym problemem, czyli budżet, PKB, deficyt budżetowy i dług publiczny. Działanie Państwa można w pewnym sensie porównać do działania firmy, a nawet zwykłego obywatela. Otóż zwykły obywatel pracuje, uzyskuje z tego tytułu dochody, a następnie wydaje je w różnych miejscach poprzez czynsz, opłaty, zakupy itp. Załóżmy, że nasz obywatel nazywa się Kowalski.

Budżet – Kowalski zarabia miesięcznie 3000 zł. jego budżet to z jednej strony te właśnie dochody, a z drugiej strony wszystkie miesięczne wydatki. Jeśli wydatki te są niższe niż dochody, Kowalski oszczędza i buduje majątek. Jeśli z kolei wydatki są wyższe niż dochody, musi pożyczyć trochę pieniędzy, aby za wszytko zapłacić. Załóżmy, że pożyczył 500zł na pięć lat. Jeśli tę pożyczkę odniesiemy do realiów budżetu Państwa, będzie ona odpowiednikiem deficytu budżetowego.

Załóżmy, że Kowalski wziął tę pożyczkę w banku, a oprocentowanie takich pożyczek to 10%. W kolejnym miesiącu Kowalski znowu dostał wypłatę 3000, ale jego dochody tak jak w poprzednim miesiącu nie wystarczyły i po raz kolejny wziął pożyczkę w wysokości 500 zł. Dalej załóżmy, że taka sytuacja trwała przez cały rok. Po roku pożyczania kowalski ma już dług w banku w wysokości 6000 zł. Odnosząc z kolei tę kwotę do realiów budżetu, będzie to dług publiczny. Oprocentowanie pożyczek wynosi 10%, więc kowalski na odsetki wyda 600zł rocznie. Ta kwota to z kolei koszt obsługi długu.

Reasumując:

Budżet, to spis wszystkich dochodów i wydatków Państwa

deficyt budżetowy, to nadwyżka wydatków nad dochodami w danym roku

dług publiczny, to suma niespłaconych deficytów budżetowych (pożyczek)

koszty obsługi długu – odsetki od pożyczek

PKB – trudno odnieść to do Kowalskiego, jednak uogólniając jest to wartość wszystkich produktów i usług wyprodukowanych w danym kraju. Parametr ten jednak nie jest istotny z punktu widzenia opisywanego problemu.

Wracając do Grecji

W Polsce w 2011 roku:

  • PKB wyniosło 1522,7 mld zł.
  • Dług publiczny wynosił na koniec roku mniej więcej 53,8% PKB, a więc 819,2 mld zł.
  • Zakładając, że miesięczny koszt obsługi długu, to 5% tej kwoty, czyli prawie 41 mld zł.
  • Budżet na 2011 rok (wydatki) to 313,3 mld zł.

Można przyjąć w zaokrągleniu na przykładzie Polski, że budżet Państwa to około 21% PKB.

W Grecji w 2011 roku:

  • PKB Grecji w 2011r. wyniosło w przeliczeniu na złotówki (po kursie dolara 3,4 zł) 1030,4 mld zł.
  • Przykładając powyższy przelicznik budżet Grecji wyniósł 212 mld zł.
  • Dług publiczny Grecji był w 2011r. szacowany na 160% PKB, zatem wynosił 1648,6 mld zł,
  • koszt obsługi długu, zakładając 5% tej kwoty, to 82,4 mld zł.

Cały problem kryzysu zadłużenia widać, kiedy odniesiemy roczny koszt obsługi długu do rocznego budżetu. Procentowo te dane wyglądają więc tak:

Polska 13,07%

Grecja 38,88%

Oznacza to w praktyce, że Polska musi przeznaczyć nieco ponad 13% swojego budżetu rocznie na spłatę odsetek, natomiast Grecja prawie 40%. Dochodzi do tego fakt, że wszystkie zaciągnięte pożyczki trzeba kiedyś spłacić. Problemy Grecji potęguje również ujemny wzrost gospodarczy, który oznacza, że PKB maleje, dochody budżetu maleją i nie ma perspektyw na poprawę sytuacji.

Wyhamowanie wzrostów blisko ważnego oporu

Prognozy giełdowe

Ostatnie 2 tygodnie to rewelacyjny czas dla wszystkich posiadaczy akcji. Po nerwowych momentach, kiedy wydawało się, że będzie już tylko gorzej, indeksy jakby planowo zaczęły podążać do górnego ograniczenia trendu bocznego. Wyglądało to tak, jakby wszyscy wiedzieli dokąd idziemy i przyspieszyli kroku, żeby szybciej się tam znaleźć i zobaczyć co będzie dalej. Rzeczywiście tego typu opory, jak 2350 na WIG20 są kluczowe z punktu widzenia scenariuszy. Przebicie tego poziomu oznaczałoby wybicie z trendu bocznego w górę i prawdopodobnie rozpoczęcie nowej fali wzrostów.

Niestety takiemu scenariuszowi daję dosyć małe prawdopodobieństwo. Tego typu opory najczęściej pokonuje się z impetem, z rozpędu. Tutaj natomiast mamy do czynienia z wytracaniem impetu wzrostu i wszystko prawdopodobnie zakończy się tak jak zwykle, czyli zostajemy w trendzie bocznym i w niedalekiej przyszłości testujemy dolne ograniczenia.

Amber Gold, czyli sztuczne złoto

amber gold złoto

Witam czytelników po urlopowej przerwie. Mimo, że urlop zawsze traktuję wyjątkowo i staram się odciąć swoje myśli od biznesu, to jednak nie potrafię się odciąć od bieżących wydarzeń w gospodarce, a tych przez ostatnie prawie 2 tygodnie nie brakowało.

Pierwsze i chyba najbardziej doniosłe wydarzenie, które chciałbym skomentować, to upadek kłopoty Amber Gold oraz Finnroyal, czy jak to tam się pisze. No cóż – jeśli powiem, że to było do przewidzenia, to chyba będzie zbyt banalne, ale trudno użyć tutaj innych słów. Niestety wiedza ekonomiczna polaków, w połączeniu z całą psychologią zadziałała tutaj tak jak zawsze. Bo jak nie zainwestować pieniędzy, kiedy mamy gwarantowany zysk na poziomie 13% no i jeszcze złoto, które przecież jest najlepszą inwestycją. Muszę przyznać, że cały pomysł na ten biznes był świetny, a jego założyciel od początku wiedział, że tak się to skończy, jednak chyba liczył na to, że będzie to trochę później, a spółka OLT Express finansowana przez Amber Gold zacznie przynosić prawdziwe dochody. Niestety dla właściciela, okazało się że żyjemy we w miarę cywilizowanym kraju i KNF interweniował. Skandalem jest jednak to, że dopiero po takim czasie.

Na przyszłość trzeba sobie uświadomić jedną rzecz – firmy oferujące gwarantowane kilkanaście procent nie mają do tego podstaw. Na rynku nie istnieją instrumenty, które pozwoliłyby zapewnić taki zysk. Banki np. udzielają kredytów, które są oprocentowane wyżej, niż depozyty i wszystko trzyma się kupy. Jeśli chodzi o złoto, to jest to przecież rynkowy instrument finansowy. Rynkowy, a więc jego cena uzależniona jest od rynku – może wzrosnąć, ale również spaść.

Reasumując – zawsze warto inwestując pieniądze skonsultować się z profesjonalnym doradcą finansowym, czyli postępować roztropnie, ponieważ pieniądze, które tak trudno się zarabia można łatwo stracić poprzez nietrafione decyzje inwestycyjne.

W Europie leje się krew, a USA pomyliły się o 10 000%

mocne spadki leje się krew

Jak w tytule. To co dzisiaj działo się na giełdach w Europie to definicja tego sugestywnego giełdowego „grypsu”. Jest to krew z hiszpańskiej corridy, która straszy świat kolejnym, tym razem bardzo znaczącym problemem dla strefy Euro. Hiszpania jest bowiem 4 pod względem wielkości gospodarką strefy Euro. Nie ma co się jednak rozpisywać na ten temat, bo chyba już wszystko zostało napisane. problemy Hiszpanii, czy Grecji są znane nie od dziś, a wszelkie próby wzrostów przypominają trochę rosyjską ruletkę, do momentu, w którym w lufie pojawi się jakaś nowa informacja w tamtych rejonów.

Krew mogła dzisiaj również zalać sektor wydobycia gazu łupkowego oraz zarząd firmy Amber Gold.

Jeśli chodzi o łupki, to amerykanie dzisiaj głoszą, że pomylili się w swoich szacunkach jedynie o 10 000%. Dzisiejsze wyniki badań mówią bowiem, że łupków jest o 99% mniej niż zakładano. O co w tym wszystkim chodzi? Kto zapłacił firmom amerykańskim za przeprowadzenie badań, które same sprowokowały? Z drugiej strony można się zastanowić komu zależy na tym, żeby w Polsce nie było wydobycia łupków. Przez ostatnie lata nauczyłem się jednej ważnej zasady: Jeśli ktoś coś mówi, to pewne jest tylko to, że mówi…

Ostatni temat na dzisiejszej tapecie to Amber Gold. No cóż, firma od początku śmierdzi na odległość. Nie rozumiem tylko dlaczego jest sprawdzana dopiero w momencie, gdy Polacy wpłacili na ich konta już prawie 100 mln zł? Bardzo interesuje mnie co wydarzy się przez następne kilka dni, kiedy ludzie zaczną wycofywać swoje pieniądze z tej złotej instytucji.

Hiszpania straszy inwestorów

Prognozy giełdowe

Dzisiejszy dzień przyniósł spadki na rynkach na całym świecie. Ogólnie odczuwalne jest spowolnienie gospodarcze, także w Polsce, gdzie segment budowlany, który był naszym koniem napędowym, notuje ogromne problemy. Do tego wszystkiego swoją cegiełkę dołożył dziś rynek hiszpański, który zanotował prawie 6% spadek mimo dzisiejszej decyzji Eurolandu o przyznaniu pomocy w wysokości 100 mld euro na ratowanie sektora bankowego.

Ostatnie długie knoty dolne, które można było zaobserwować na indeksie WIG20  okazały się wyrazem nadmiernego optymizmu i próbą sztucznego ratowania indeksu przed spadkami, a nie jak można na pierwszy rzut okaz stwierdzić, silnym wsparciem na niższych poziomach cenowych.

 

Ostatni tydzień upłyną w wąskim korytarzu zmienności i pozostaje pytanie, czy dzisiejszy impuls, który przyszedł z rynków zagranicznych spowoduje w przyszłym tygodniu wybicie z tego korytarza w dół i test ostatniego minimum na 2141 pkt na WIG20